Dziewiętnastolatka siedziała na wysokim krześle barowym. Bawiła się słomką, która była włożona w szklankę z drinkiem. Nie wiedziała co zrobić. Była w obcym mieście. Nikogo nie znalazł, prawie. Mieszkała w hotelu. Bawiła się. Dobry tydzień. Bo tyle właśnie jest w Waszyngtonie. Nie czuła się najlepiej, ale musiała udawać. Cały czas myślała o tej kobiecie, która kazała jej zostać w Polsce. O tej małej dziewczynce, o zapłakanym chłopczyku i o mężczyźnie. Znanym jej mężczyźnie. Którego nie mogła sobie przypomnieć, ale był kimś. Kto był jak ojciec którego . Miała w Polsce. Oraz matkę i siostrę. Wstała zostawiła banknot za drink. I wyszła z klubu . Cały czas czuła się jakby ktoś ciągle ją obserwował. Od samego przyjazdu. Nawet w hotelu nie czuła się najlepiej. Bo ciągle miała to uczucie, to cholerne uczucie. Bycia obserwowanym i poczucia winy. Chciała odkryć prawdę. Ale nie wiedziała jak. Weszła do hotelu. Odbierając kartę do pokoju w recepcji. Po krótkim czasie czekania na windę, znalazła się na drugim piętrze. Ruszyła do pokoju. W którym teraz mieszkała. Przyłożyła kartę do drzwi z numerem 101. Weszła do pokoju, nie zamykając nich upadla na podłogę, uderzając głową o kant stolika. Chłopak który obserwował ją od kilku dni, znalazł ją kilka chwil po jej upadku. Zamarł. Bał się o nią. Szybko podbiegł do niej, chciał zobaczyć co się stało. Ale gdy zobaczył kałuże krwi, serce mu stanęło. Po kilkunastu sekundach zaczęło bić kilka razy szybciej. Wziął dziewczynę na ręce, wyszedł z pokoju chowając kartę do drzwi w kieszeni. Zamknął drzwi i z tego, iż kiedyś pracował w tym hotelu skierował się w stronę wyjścia ewakuacyjnego. Wyszedł z hotelu, podszedł do samochodu, otworzył go i na tylne siedzenia położył dziewczynę. Młodszą od niego o dwa lata. Dziewczyna nadal krwawiła z głowy, ale to i tak był najmniejszy problem. Jej serduszko powoli kończyło się. Tak jak bateria. Ma swój czas potem gdy się kończy idzie do wywalenia. Tak ta istota, miała już swój czas. Ale czy to miał być jej koniec? Chłopak szybko wsiadł do samochodu i ruszył szybko do szpitala. Kilka minut później był pod szpitalem, wyjął dziewczynę z samochodu i szybko ruszył do szpitala. Dziewczyna była pod opieką lekarzy,ale czy to miało coś zmienić? Jej serduszko wykorzystywało limit. Musiała mieć operacje inaczej nie przeżyje. Operacja odbyła się kilkanaście minut później. Przeżyła, ale jej serce nie. Nosiła teraz serce innej osoby. Leżała w szpitalu trzy tygodnie, po czym wybudziła się. Nie wiedziała co się stało, gdzie jest. Cały czas był z nią obcy chłopak którego nie znalazł. A on nie chciał powiedzieć jak ma na imię. Po miesiącu w szpitalu wyszła do domu. Do domu którego w Ameryce nie miała. Do domu obcego chłopaka, który spędzał z nią prawie każdy dzień w szpitalu. Do domu, który stał się domem dziewczyny. Nowym domem. Kolejnym domem. Nowym a może jednak starym domem. Chłopak który uratował jej życie ma na imię Austin. Dziewczyna mieszkała u chłopaka dwa tygodnie, ale po upłynięciu tego czasu odeszła bez słowa. Bez słowa pożegnalnego. Bez zostawienia kartki. Odeszła tak jak przyszła. Nie spodziewanie. Z pieniędzy które zabrała jeszcze przed wyjazdem, wynajęła sobie dom, na jednej z bogatszych dzielnic. Mieszkała sama. Zamykała oczy i otwierała je sama. W ogromnym domu. Gdy się gorzej czuła brała leki. Prowadziła samotny tryb życia. Do dnia w ktorym wpadła na przyjaciela z Polski, a raczej z Waszyngtonu. Ale zanim chłopak zorientował się, że to ona. Jej już nie było. Dziewczyna odcięła się od świata. Nie chciała z nikim rozmawiać. Ale. Po upłynięciu miesiąca i kilkunastu dni. Chłopak, którego spotkała w sklepie. Przyszedł do niej. Z... Najmniej oczekiwaną osobą. Dziewczyna jednak nie otworzyła im drzwi. Nie chciała z nikim rozmawiać. Ale chłopak nie odpuszczał, przychodził kilka razy dziennie. Aż w końcu, dziewczyna po upłynięciu osiemnastu dni. Wpuściła go do domu. Ale zachowywała się tak jak by go nie znała. Jak by go nie kochała. A kochała. Ale nie tym sercem. To serce. Miało kogoś innego w samym centrum. Rozum kazał jej przytulić się do chłopaka. Wyżalić się. Opowiedzieć o wszystkim. A serce zabraniało się jej do jego zbliżać. Mówił do dziewczyny. Ale ona nie chciała go słyszeć. Biła się z własnymi myślami. Nie wiedziała co zrobić. Chłopak widząc, że dziewczyna nie kontaktuje się ze światem. Podszedł do niej i ją przytulił. Dziewczyna na początku odwzajemniła uścisk, ale po kilku sekundach odepchnęła go od siebie i wypchnęła za drzwi. Po czym zamknęła je na klucz. I upadła przy drzwiach płacząc. Bała się. Nie wiedziała co ma zrobić. Ale po upływie kilku dni, postanowiła korzystać z życia. Nie chciała znowu myśleć o tym co było, ani o tym co będzie tylko o tym co teraz jest. Dziewczyna bawiła się każdego dnia, od wczesnych godzin wieczornych do samego rana. Jej plan dnia polegał na sypialnia-śniadanie(jakiś jogurt)- rutyn ne czynności toaletowe- przygotowywanie się do imprezy- toaleta- kolacja- impreza-sypialnia. Taki plan dnia towarzyszył jej przez dwa tygodnie. Minęły trzy miesiące i dwa tygodnie od przyjazdu dziewczyny do USA. Przez ostatnie dwa tygodnie bawiła się jak nigdy, zasypiała piana i budziła się piana. Popołudnie środy należało do robienia zakupów, spożywczych jak i uzupełniania garderoby.
****Tosia****
Jest piątek 27 lipiec. Moje urodziny. Dziewiętnaste urodziny. Tak wyczekiwane. Miały odbyć się w Polsce. Ale się nie odbędą. Podeszłam do szafy. Otworzyłam ją i wyjęłam krótką złoto-czarną, sukienkę. Bez ramiączek, od piersi do pępka obcisła a od pępka trochę więcej niż zwykle miniówki, rozkloszowana. Do tego na wysokim obcasie, zwykle czarne szpilki. Z wybraną sukienką i elegancką czarną koronkową bielizną poszłam do łazienki. Trzeciej w tym domu. Weszłam do łazienki, rozebrałam się do naga po czym weszłam pod kabinę prysznicową, kierując strumień lodowatej wody na swoje ciało. Potrzebowałam takiego orzeźwienia. W ostatnich dniach jest bardzo gorąco. Chwyciłam żel pod prysznic i wtarłam go w ciało, po czym wzięłam szampon i wtarłam go bardzo dokładnie we włosy. Po czym spłukałam całą pianę z ciała i włosów gorącą wodą. Wyszłam z kabiny i odkręciłam ciało brązowym ręcznikiem, po czym lekko wysuszyłam włosy. Następnie wysuszyłam je. Nałożyłam na siebie przygotowaną bieliznę, rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Po czym chwyciłam sukienkę i nałożyłam ją na siebie, poprawiłam sukienkę. Pomalowałam rzęsy tuszem, oraz usta krwistą szminką. Po czym wyszłam z łazienki . Nałożyłam szpilki, podeszłam do toaletki przy oknie, chwytając flakonik jednych z droższych perfum. Rozpyliłam je na szyi oraz na dekolcie. Po czym wyszłam z pokoju, pojawiając włosy. Zeszłam do kuchni gdzie sprzątaczka, przygotowała kolację - kolacja za pięć minut panienko- powiedziała sprzątaczka w starszym wieku - dobrze, proszę później zamówić taksówkę - powiedziałam - oczywiście - odpowiedziała, i wzięła się z powrotem do swojej pracy .
*****
Weszłam do jednego z polskich klubów w Waszyngtonie. Zabawa była już od dawana rozpoczęta. Od samego wejścia czuć było odór alkoholu i innych substancji- dziś się zabawimy- powiedziałam sama do siebie i ruszyłam w kierunku baru - czystą - powiedziałam po polsku, barman nie odpowiedział tylko, chwycił się jeden z kieliszków pod barem i nalał do niego wódki . Po czym postawił przede mną, od razu chwyciłam go w dłonie i przechyliłam. Następnie substancja zawarta w kieliszku znajdowała się już w moim żołądku- dwa razy to samo- powiedziałam.
Tańczyłam na środku sali, po kilkunastu czystych, kilkunastu szotach i jednym piwie. Bawiłam się wyśmienicie, dopóki. Gdy jakieś dłonie wylądowały na moich biodrach.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, rozdział miał być w niedziele . Ale nie był dokończony.
Piszcie co o nim sądzicie.
Następny rozdział po świętach.
Następny rozdział po świętach.
Bardzo ciekawy rozdział :) Nie mogę się doczekać następnego.
OdpowiedzUsuńGW :*
Dzięki :*, następny rozdział jeszcze w tym tygodniu.
Usuń