piątek, 11 marca 2016

Rozdział 3

          ***Tosia***                           
Zatkało mnie, kocham moją siostrę. A jednak wie co tak naprawdę kocham. Na polanie, przed rzeką stał. Nie do dobra, przecież ja mam prawie dziewiętnaście na karku. A nie dziesięć. Ale co, stał tam ogromny dmuchany zamek - wiem,że jesteś już stara ale zawsze chciałam ci zrobić taką niespodziankę urodzinową. Za niecałe dwa miesiące wyjeżdżamy do Waszyngtonu, chyba wiesz o tym - powiedziała, gdzie my wyjeżdżamy. I kto ma z nią jechać - ale, jak to do Waszyngtonu. I kto?- spytałam zaskoczona - Tosia. Musimy wyjechać z Polski. Nie możemy tutaj dużej zostać. Możemy za dwa miesiące wyjechać albo i wcześniej. Jeśli tu zostaniemy, będzie nie ciekawie. - powiedziała - ale ja też muszę jechać?- spytałam - tak wszyscy wyjeżdżamy, ale Bree nie może się o tym dowiedzieć. - powiedziała. Z jednej strony się cieszę, że wyjeżdżamy do Waszyngtonu. Będę blisko Jasia i innych z wojska osób, a z drugiej to mi żal i smutno. Przeżyłam tu prawie całe swoje życie. Mam tu rodzinę, przyjaciół, znajomych- dobra, nie zastanawiaj się już dłużej o wyjeździe. Tylko idź się bawić. Znajomi na ciebie tam czekają - powiedziała. A ja wyszłam z samochodu i poszłam na zamek. Wspomnienia z dzieciństwa wróciły . I ta dziwna pustka szpital, obcy ludzie i bardzo bogaty dom. Później tak jakby film się urywa. I znowu rodzice. Ale tamci obcy ludzie są do kogoś podobni. Mężczyzna i kobieta tak około dwudziestu pięciu lat może trochę więcej, i ten chłopczyk z misiem wtulonym w pierś. Nie wiedziałam jeszcze co to ma znaczyć . Nagle serce zaczęło bić mi kilkanaście razy szybciej, obraz mi się rozmazał i zaczęło brakować mi powietrza . Po czym oczy mi się zamknęły i najprawdopodobniej upadłam. 
** Jasiek** 
- Tośka, otwórz oczy - krzyczała Melania. Odeszłam od chłopaków i serce mi się zatrzymało- Tosia- powiedziałem w głowie i ruszyłem szybko do leżącej dziewczyny - co jej się stało?- spytałem, kucając przed dziewczyną - jeśli to o czym myślę. To jeszcze jutro musimy wyjechać do Waszyngtonu - powiedziała załamana Melania , jak do Waszyngtonu. Co jej jest - Melania, o czym ty myślisz?- spytałem - Jasiek. Nie mogę- powiedziała i zaczęła płakać. Przed samochodem siostry Tosi zatrzymało się pogotowie - proszę się odsunąć - powiedział lekarz. Odszedłem od nich na kawałek aby mieć Tosię na oku . Naglę zaczęła się strasznie dusić, tak jakby nie mogła normalnie oddychać - tracimy ją - powiedział lekarz, zaczęli reanimację - zabieramy ją - powiedział chyba po mniej więcej udanej reanimacji- do którego szpitalu ją zabieracie ?- spytała Melania- jest pani kimś z rodziny?- odpowiedział lekarz pytaniem na pytanie - jestem jej siostrą - powiedziała bez wahania - najbliższy szpital znajduje się w Mokotowie . A dla nas liczy się teraz każda sekunda- powiedział i odszedł . Bez chwili zastanowienia, obróciłem się i poszedłem w kierunku samochodu mojego kuzyna, wyjąłem kluczyki i otworzyłem do pilotem. Wszedłem  szybko do samochodu i odpaliłem go. Po chwili znalazłem się na obwodnicy. - jeszcze do tego brakowa mi tylko psów - powiedziałem i zacząłem powoli zwalniać. Wyprzedzili mnie i tylko to co zauważyłem to machania lizakiem i kawałek przede mną zatrzymany samochód policyjny. Zatrzymałem się niedaleko psów - młodszy sierżant Mariusz Pies komenda miejska policji w Warszawie - powiedział a ja zacząłem się śmiać - proszę prawo jazdy, dowód rejestracyjny auta - powiedział - widzę, że przynajmniej panu jest do śmiechu - powiedział, no tak . Pracuje jako pies i ma nazwisk pies . Odtworzyłem schowek i wyjąłem z niego portfel po czym podałem policjantowi prawo jazdy i dowód rejestracyjny - jest pan amerykanem ?- spytał - po czym pan poznał?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie - Imię i nazwisko polskie ale zamieszkały w Waszyngtonie i tam wydane prawo jazdy - powiedział - urodziłem się w Polsce, mam tu rodzinę, znajomych a , że mieszkam w Waszyngtonie to chyba nic strasznego - odpowiedziałem nagle przypomniałem sobie Tosie duszącą się - może pan sierżant szybciej to sprawdzać, moja....dziewczyna w tej chwili może..rodzić a ja stoję tutaj jak głupi - powiedziałem. Skąd mi się to wzięło to nie wiem - przekroczył pan dozwoloną prędkość o 100km/h, mandat w wy.- zaczął mówić - przyjmuję niech się pan pośpieszy - teraz to bylem wkurwiony. Przecież ona może umierać a mnie tam nie ma. Facet podał mi jakiś świstek - proszę podpisać - powiedział. Podpisałem i wziąłem mandat po czym z piskiem opon ruszyłem przed siebie . - gdzie leży Tosia Majewska?- spytałem recepcjonistki- jest kimś pan z rodziny?- odpowiedziała tym samym - jestem jej..chłopakiem - odpowiedziałem, kobieta wpisała coś na komputerze - sala 80, piętro 3. Ale teraz nie wolno tam wchodzi- powiedziała. Szybko ruszyłem schodami nie mam zamiaru czekać na nią nie wiadomo ile . 
**Tosia** 
Szłam polaną. Bardzo dziwną, wszędzie było kolorowa, kwiaty, drzewa, śpiewające ptaki - Tosia - powiedziała jakaś kobieta obracając się do mnie - kim pani jest?- spytałam zaskoczona - nie poznajesz mnie?...... Masz do tego prawo - powiedziała smutna- kim pani jest? Skąd mnie zna, i do czego mam prawo ?- spytałam - Tosiu. Wróć do prawdziwego życia, musisz odkryć prawdę . Nie opuszczaj Polski. Proszę cię. Dowiesz się kiedyś kim jestem- powiedziała i zniknęła. Kim ona jest? Czemu mam wrócić do prawdziwego życia ? Jaką prawdę mam odkryć ? Nie opuszczać Polski ? Czemu? Co takiego ze mną nie tak ? I dowiem sie kim ona jest, jak dowiem się prawdy? Jakiej prawdy ? O co w tym wszystkim chodzi ? Spojrzałam na buty , ale coś było nie tak. Widziałam jakaś kobietę i dziewczynkę w wielu trzy cztery latka - mamusiu ploszę. Kup mi tego misiacka . Będzie dla Austinka on pszecies jes taki duzy jak on . Plosze - dziewczynka błagała kobietę o tego misia. Misia którego widziałam w raczkach zapłakanego chłopczyka. Który trzymał go przy samej piersi i nie chciał go w ogóle puścić tak jakby to była. Ta ostatnia rzecz o która bał się najbardziej- kochanie, Austin ma takich misi bardzo wiele. - powiedziała kobieta do dziewczynki uśmiechając się do niej od ucha do ucha. Widziałam ten uśmiech . Nie raz - mamusiu ale takiego misia nie ma ode mnie. Ma od ciebie i tatusia. A ode mnie nie ma - powiedziała prawie plączą. Przecież to..... 
**Jasiek**
 Podszedłem do szyby aby zobaczyć co z dziewczyną, jedyne co usłyszałem to tylko tracimy ją. I tylko znowu to ukłucie w sercu - większą adrenalinę- powiedział lekarz, nagle ulżyło mi gdy zobaczyłem na monitorze, że jej serduszko bije . 
                ***kilka dni później ***               
- Melania, załatw mi wypis. Jeszcze dzisiaj muszę opuścić Polskę - powiedziałam do siostry- Tosia nie mogę - powiedziała - ale ja nie pytam o zdanie. Masz być z nim za pół godziny . Musze zdążyć na wieczorny lot do Waszyngtonu . Rozumiesz to-powiedziałam oschle - dobra - powiedziała i wyszła z sali . Szybko odpięłam wszystkie kabelki podpięte do mnie, po czym wstałam i zaczęłam pakować swoje rzeczy do torby - Tośka ? Co ty robisz ?- spytał Jasiek wchodząc do sali - kiedy wracasz do Waszyngtonu?- spytałam - dzisiaj - odpowiedział - jadę z tobą. I nie pytaj się dlaczego. Muszę. Zrozum - powiedziałam - nawet jeśli chcesz dziś lecieć do Waszyngtonu. To nie zdążysz na samolot. Jest za półtorej godziny. A ja przyjechałem się pożegnać - powiedział. To jeszcze lepiej -Tosia, lekarz nie może cie wypisać - powiedziała Melania wchodząc do sali . Jak nie może wypisać to sama się wypiszę - trudno- powiedziałam, spojrzałam przez okno. Taksówka już czekała - no to na razie - powiedziałam wychodząc z sali, szybko zbiegłam po schodach i weszłam do taksówki- na Ursynów 89d- powiedziałam. Po czym taksówka ruszyła. - niech pan zaczeka chwilę, zaraz wrócę - powiedziałam i pobiegłam do domu, nie czułam się najlepiej. Ale musiałam udawać, że wszystko dobrze. Chwyciłam klamkę, drzwi były zamknięte, wyjęłam z kieszeni klucze i otworzyłam drzwi. Ruszyłam biegiem do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi, po czym skierowałam się w stronę garderoby. Otworzyłam garderobę po czym kolejną z małych szafek. Wyjęłam mały sejf, po czym otworzyłam go kodem, chwyciłam wszystkie pieniądze znajdujące się w nim razem z wszystkim potrzebnymi mi dokumentami . Po czym zostawiłam tylko kartkę " Przepraszam . Muszę wyjechać z Polski. Może się spotkamy. Muszę dowiedzieć się prawdy. Tosia". Zostawiłam kartkę w najbardziej widocznym miejscu i wybiegłam z pokoju zabierając kurtkę . Wybiegłam z domu zamykając go na klucz - na lotnisko- powiedziałam wsiadając do taksówki . - proszę bilet do Waszyngtonu- powiedziałam, stając przy kasie - na najbliższy, czy za kilka godzin?- spytała kobieta po trzydziestce - na najbliższy- powiedziałam, kobieta zaczęła coś sprawdzać - został ostatni bilet, lot za pięć minut- powiedziała - biorę- powiedziałam, kobieta położyła na blat bilet. Po czym ja położyłam pieniądze. Ruszyłam w stronę odprawy. - przepraszam, proszę pani - mówiła jakaś kobieta- tak ?- spytałam otwierając oczy - jesteśmy w Waszyngtonie - powiedziała - dziękuję - powiedziałam, odpinając pas. Po czym wyszłam z samolotu.






~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Co myślicie o tym rozdziale? 
Więc tak: nie było mnie tutaj około 2 tyg. wiem zawaliłam. Ale po:
1. Miałam mało czasu do pisania rozdziałów, ponieważ dużo się uczyłam do konkursu.
2.Internet szanowny książę nie chciał ładować mi strony, i musiałam pisać na telefonie, ale z telefonu nie mogłam dodawać, ponieważ także mi nie czytało strony.
3. Dużo czasu także spędzałam z moją przyjaciółką Gosią, ponieważ miała złe dni( bardzo złe dni), jeśli czytasz tego bloga to wiesz o czym mówię. 
A więc na sam koniec zapraszam do Gosi.Pisze świetne ff o BaM <3.
 http://everydayimissingyou.blogspot.com/
* Jeśli pisze ktoś z was bloga, nie ważne jakiego. w komentarzach podajcie linka, z miłą chęcią poczytam :**.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz