wtorek, 29 marca 2016

Ogłoszenia parafialne.

 Hej, wiem zawodzę. No cóż, nikt nie jest idealny. Chciałam tylko powiedzieć (napisać xD), że dodaje nowe ff. Nie, żeby coś ale dokończę to ff . Po prostu nie mogę się powstrzymać dodania nowego opowiadania. W sobotę dodaję do obecnego bloga 5 rozdział i do nowego prolog. 

wtorek, 22 marca 2016

Rozdział 4

                                                          Rozdział 4
Dziewiętnastolatka siedziała na wysokim krześle barowym. Bawiła się słomką, która była włożona w szklankę z drinkiem. Nie wiedziała co zrobić. Była w obcym mieście. Nikogo nie znalazł, prawie. Mieszkała w hotelu. Bawiła się. Dobry tydzień. Bo tyle właśnie jest w Waszyngtonie. Nie czuła się najlepiej, ale musiała udawać. Cały czas myślała o tej kobiecie, która kazała jej zostać w Polsce. O tej małej dziewczynce, o zapłakanym chłopczyku  i o mężczyźnie. Znanym jej mężczyźnie. Którego nie mogła sobie przypomnieć, ale był kimś. Kto był jak ojciec którego . Miała w Polsce. Oraz matkę i siostrę. Wstała zostawiła banknot za drink. I wyszła z klubu . Cały czas czuła się jakby ktoś ciągle ją obserwował. Od samego przyjazdu. Nawet w hotelu nie czuła się najlepiej. Bo ciągle miała to uczucie, to cholerne uczucie. Bycia obserwowanym i poczucia winy. Chciała odkryć prawdę. Ale nie wiedziała jak. Weszła do hotelu. Odbierając kartę do pokoju w recepcji. Po krótkim czasie czekania na windę, znalazła się na drugim piętrze. Ruszyła do pokoju. W którym teraz mieszkała. Przyłożyła kartę do drzwi z numerem 101. Weszła do pokoju, nie zamykając nich upadla na podłogę, uderzając głową o kant stolika. Chłopak który obserwował ją od kilku dni, znalazł ją kilka chwil po jej upadku. Zamarł. Bał się o nią. Szybko podbiegł do niej, chciał zobaczyć co się stało. Ale gdy zobaczył kałuże krwi, serce mu stanęło. Po kilkunastu sekundach zaczęło bić kilka razy szybciej. Wziął dziewczynę na ręce, wyszedł z pokoju chowając kartę do drzwi w kieszeni. Zamknął drzwi i z tego, iż kiedyś pracował w tym hotelu skierował się w stronę wyjścia ewakuacyjnego. Wyszedł z hotelu, podszedł do samochodu, otworzył go i na tylne siedzenia położył dziewczynę. Młodszą od niego o dwa lata. Dziewczyna nadal krwawiła z głowy, ale to i tak był najmniejszy problem. Jej serduszko powoli kończyło się. Tak jak bateria. Ma swój czas potem gdy się kończy idzie do wywalenia. Tak ta istota, miała już swój czas. Ale czy to miał być jej koniec? Chłopak szybko wsiadł do samochodu i ruszył szybko do szpitala. Kilka minut później był pod szpitalem, wyjął dziewczynę z samochodu i szybko ruszył do szpitala. Dziewczyna była pod opieką lekarzy,ale czy to miało coś zmienić? Jej serduszko wykorzystywało limit. Musiała mieć operacje inaczej nie przeżyje. Operacja odbyła się kilkanaście minut później. Przeżyła, ale jej serce nie. Nosiła teraz serce innej osoby. Leżała w szpitalu trzy tygodnie, po czym wybudziła się. Nie wiedziała co się stało, gdzie jest. Cały czas był z nią obcy chłopak którego nie znalazł. A on nie chciał powiedzieć jak ma na imię. Po miesiącu w szpitalu wyszła do domu. Do domu którego w Ameryce nie miała. Do domu obcego chłopaka, który spędzał z nią prawie każdy dzień w szpitalu. Do domu, który stał się domem dziewczyny. Nowym domem. Kolejnym domem. Nowym a może jednak starym domem. Chłopak który uratował jej życie ma na imię Austin. Dziewczyna mieszkała u chłopaka dwa tygodnie, ale po upłynięciu tego czasu odeszła bez słowa. Bez słowa pożegnalnego. Bez zostawienia kartki. Odeszła tak jak przyszła. Nie spodziewanie. Z pieniędzy które zabrała jeszcze przed wyjazdem, wynajęła sobie dom, na jednej z bogatszych dzielnic. Mieszkała sama. Zamykała oczy i otwierała je sama. W ogromnym domu. Gdy się gorzej czuła brała leki. Prowadziła samotny tryb życia. Do dnia w ktorym wpadła na przyjaciela z Polski, a raczej z Waszyngtonu. Ale zanim chłopak zorientował się, że to ona. Jej już nie było. Dziewczyna odcięła się od świata. Nie chciała z nikim rozmawiać. Ale. Po upłynięciu miesiąca i kilkunastu dni. Chłopak, którego spotkała w sklepie. Przyszedł do niej. Z... Najmniej oczekiwaną osobą. Dziewczyna jednak nie otworzyła im drzwi. Nie chciała z nikim rozmawiać. Ale chłopak nie odpuszczał, przychodził kilka razy dziennie. Aż w końcu, dziewczyna po upłynięciu osiemnastu dni. Wpuściła go do domu. Ale zachowywała się tak jak by go nie znała. Jak by go nie kochała. A kochała. Ale nie tym sercem. To serce. Miało kogoś innego w samym centrum. Rozum kazał jej przytulić się do chłopaka. Wyżalić się. Opowiedzieć o wszystkim. A serce zabraniało się jej do jego zbliżać. Mówił do dziewczyny. Ale ona nie chciała go słyszeć. Biła się z własnymi myślami. Nie wiedziała co zrobić. Chłopak widząc, że dziewczyna nie kontaktuje się ze światem. Podszedł do niej i ją przytulił. Dziewczyna na początku odwzajemniła uścisk, ale po kilku sekundach odepchnęła go od siebie i wypchnęła za drzwi. Po czym zamknęła je na klucz. I upadła przy drzwiach płacząc. Bała się. Nie wiedziała co ma zrobić. Ale po upływie kilku dni, postanowiła korzystać z życia. Nie chciała znowu myśleć o tym co było, ani o tym co będzie tylko o tym co teraz jest. Dziewczyna bawiła się każdego dnia, od wczesnych godzin wieczornych do samego rana. Jej plan dnia polegał na sypialnia-śniadanie(jakiś jogurt)- rutyn ne czynności toaletowe- przygotowywanie się do imprezy- toaleta- kolacja- impreza-sypialnia. Taki plan dnia towarzyszył jej przez dwa tygodnie. Minęły trzy miesiące i dwa tygodnie od przyjazdu dziewczyny do USA. Przez ostatnie dwa tygodnie bawiła się jak nigdy, zasypiała piana i budziła się piana. Popołudnie środy należało do robienia zakupów, spożywczych jak i uzupełniania garderoby.
****Tosia****
Jest piątek 27 lipiec. Moje urodziny. Dziewiętnaste urodziny. Tak wyczekiwane. Miały odbyć się w Polsce. Ale się nie odbędą. Podeszłam do szafy. Otworzyłam ją i wyjęłam krótką złoto-czarną, sukienkę. Bez ramiączek, od piersi do pępka obcisła a od pępka trochę więcej niż zwykle miniówki, rozkloszowana. Do tego na wysokim obcasie, zwykle czarne szpilki. Z wybraną sukienką i elegancką czarną koronkową bielizną poszłam do łazienki. Trzeciej w tym domu. Weszłam do łazienki, rozebrałam się do naga po czym weszłam pod kabinę prysznicową, kierując strumień lodowatej wody na swoje ciało. Potrzebowałam takiego orzeźwienia. W ostatnich dniach jest bardzo gorąco. Chwyciłam żel pod prysznic i wtarłam go w ciało, po czym wzięłam szampon i wtarłam go bardzo dokładnie we włosy. Po czym spłukałam całą pianę z ciała i włosów gorącą wodą. Wyszłam z kabiny i odkręciłam ciało brązowym ręcznikiem, po czym lekko wysuszyłam włosy. Następnie wysuszyłam je. Nałożyłam na siebie przygotowaną bieliznę, rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone.  Po czym chwyciłam sukienkę i nałożyłam ją na siebie, poprawiłam sukienkę. Pomalowałam rzęsy tuszem, oraz usta krwistą szminką. Po czym wyszłam z łazienki . Nałożyłam szpilki, podeszłam do toaletki przy oknie, chwytając flakonik jednych z droższych perfum. Rozpyliłam je na szyi oraz na dekolcie. Po czym wyszłam z pokoju, pojawiając włosy. Zeszłam do kuchni gdzie sprzątaczka, przygotowała kolację - kolacja za pięć minut panienko- powiedziała sprzątaczka w starszym wieku - dobrze, proszę później zamówić taksówkę - powiedziałam - oczywiście - odpowiedziała, i wzięła się z powrotem do swojej pracy .
*****
Weszłam do jednego z polskich klubów w Waszyngtonie. Zabawa była już od dawana rozpoczęta. Od samego wejścia czuć było odór alkoholu i innych substancji- dziś się zabawimy- powiedziałam sama do siebie i ruszyłam w kierunku baru - czystą - powiedziałam po polsku, barman nie odpowiedział tylko, chwycił się jeden z kieliszków pod barem i nalał do niego wódki . Po czym postawił przede mną, od razu chwyciłam go w dłonie i przechyliłam. Następnie substancja zawarta w kieliszku znajdowała się już w moim żołądku- dwa razy to samo- powiedziałam.
Tańczyłam na środku sali, po kilkunastu czystych, kilkunastu szotach i jednym piwie. Bawiłam się wyśmienicie, dopóki. Gdy jakieś dłonie wylądowały na moich biodrach.




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, rozdział miał być w niedziele . Ale nie był dokończony.
Piszcie co o nim sądzicie.
Następny rozdział po świętach.

piątek, 11 marca 2016

Rozdział 3

          ***Tosia***                           
Zatkało mnie, kocham moją siostrę. A jednak wie co tak naprawdę kocham. Na polanie, przed rzeką stał. Nie do dobra, przecież ja mam prawie dziewiętnaście na karku. A nie dziesięć. Ale co, stał tam ogromny dmuchany zamek - wiem,że jesteś już stara ale zawsze chciałam ci zrobić taką niespodziankę urodzinową. Za niecałe dwa miesiące wyjeżdżamy do Waszyngtonu, chyba wiesz o tym - powiedziała, gdzie my wyjeżdżamy. I kto ma z nią jechać - ale, jak to do Waszyngtonu. I kto?- spytałam zaskoczona - Tosia. Musimy wyjechać z Polski. Nie możemy tutaj dużej zostać. Możemy za dwa miesiące wyjechać albo i wcześniej. Jeśli tu zostaniemy, będzie nie ciekawie. - powiedziała - ale ja też muszę jechać?- spytałam - tak wszyscy wyjeżdżamy, ale Bree nie może się o tym dowiedzieć. - powiedziała. Z jednej strony się cieszę, że wyjeżdżamy do Waszyngtonu. Będę blisko Jasia i innych z wojska osób, a z drugiej to mi żal i smutno. Przeżyłam tu prawie całe swoje życie. Mam tu rodzinę, przyjaciół, znajomych- dobra, nie zastanawiaj się już dłużej o wyjeździe. Tylko idź się bawić. Znajomi na ciebie tam czekają - powiedziała. A ja wyszłam z samochodu i poszłam na zamek. Wspomnienia z dzieciństwa wróciły . I ta dziwna pustka szpital, obcy ludzie i bardzo bogaty dom. Później tak jakby film się urywa. I znowu rodzice. Ale tamci obcy ludzie są do kogoś podobni. Mężczyzna i kobieta tak około dwudziestu pięciu lat może trochę więcej, i ten chłopczyk z misiem wtulonym w pierś. Nie wiedziałam jeszcze co to ma znaczyć . Nagle serce zaczęło bić mi kilkanaście razy szybciej, obraz mi się rozmazał i zaczęło brakować mi powietrza . Po czym oczy mi się zamknęły i najprawdopodobniej upadłam. 
** Jasiek** 
- Tośka, otwórz oczy - krzyczała Melania. Odeszłam od chłopaków i serce mi się zatrzymało- Tosia- powiedziałem w głowie i ruszyłem szybko do leżącej dziewczyny - co jej się stało?- spytałem, kucając przed dziewczyną - jeśli to o czym myślę. To jeszcze jutro musimy wyjechać do Waszyngtonu - powiedziała załamana Melania , jak do Waszyngtonu. Co jej jest - Melania, o czym ty myślisz?- spytałem - Jasiek. Nie mogę- powiedziała i zaczęła płakać. Przed samochodem siostry Tosi zatrzymało się pogotowie - proszę się odsunąć - powiedział lekarz. Odszedłem od nich na kawałek aby mieć Tosię na oku . Naglę zaczęła się strasznie dusić, tak jakby nie mogła normalnie oddychać - tracimy ją - powiedział lekarz, zaczęli reanimację - zabieramy ją - powiedział chyba po mniej więcej udanej reanimacji- do którego szpitalu ją zabieracie ?- spytała Melania- jest pani kimś z rodziny?- odpowiedział lekarz pytaniem na pytanie - jestem jej siostrą - powiedziała bez wahania - najbliższy szpital znajduje się w Mokotowie . A dla nas liczy się teraz każda sekunda- powiedział i odszedł . Bez chwili zastanowienia, obróciłem się i poszedłem w kierunku samochodu mojego kuzyna, wyjąłem kluczyki i otworzyłem do pilotem. Wszedłem  szybko do samochodu i odpaliłem go. Po chwili znalazłem się na obwodnicy. - jeszcze do tego brakowa mi tylko psów - powiedziałem i zacząłem powoli zwalniać. Wyprzedzili mnie i tylko to co zauważyłem to machania lizakiem i kawałek przede mną zatrzymany samochód policyjny. Zatrzymałem się niedaleko psów - młodszy sierżant Mariusz Pies komenda miejska policji w Warszawie - powiedział a ja zacząłem się śmiać - proszę prawo jazdy, dowód rejestracyjny auta - powiedział - widzę, że przynajmniej panu jest do śmiechu - powiedział, no tak . Pracuje jako pies i ma nazwisk pies . Odtworzyłem schowek i wyjąłem z niego portfel po czym podałem policjantowi prawo jazdy i dowód rejestracyjny - jest pan amerykanem ?- spytał - po czym pan poznał?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie - Imię i nazwisko polskie ale zamieszkały w Waszyngtonie i tam wydane prawo jazdy - powiedział - urodziłem się w Polsce, mam tu rodzinę, znajomych a , że mieszkam w Waszyngtonie to chyba nic strasznego - odpowiedziałem nagle przypomniałem sobie Tosie duszącą się - może pan sierżant szybciej to sprawdzać, moja....dziewczyna w tej chwili może..rodzić a ja stoję tutaj jak głupi - powiedziałem. Skąd mi się to wzięło to nie wiem - przekroczył pan dozwoloną prędkość o 100km/h, mandat w wy.- zaczął mówić - przyjmuję niech się pan pośpieszy - teraz to bylem wkurwiony. Przecież ona może umierać a mnie tam nie ma. Facet podał mi jakiś świstek - proszę podpisać - powiedział. Podpisałem i wziąłem mandat po czym z piskiem opon ruszyłem przed siebie . - gdzie leży Tosia Majewska?- spytałem recepcjonistki- jest kimś pan z rodziny?- odpowiedziała tym samym - jestem jej..chłopakiem - odpowiedziałem, kobieta wpisała coś na komputerze - sala 80, piętro 3. Ale teraz nie wolno tam wchodzi- powiedziała. Szybko ruszyłem schodami nie mam zamiaru czekać na nią nie wiadomo ile . 
**Tosia** 
Szłam polaną. Bardzo dziwną, wszędzie było kolorowa, kwiaty, drzewa, śpiewające ptaki - Tosia - powiedziała jakaś kobieta obracając się do mnie - kim pani jest?- spytałam zaskoczona - nie poznajesz mnie?...... Masz do tego prawo - powiedziała smutna- kim pani jest? Skąd mnie zna, i do czego mam prawo ?- spytałam - Tosiu. Wróć do prawdziwego życia, musisz odkryć prawdę . Nie opuszczaj Polski. Proszę cię. Dowiesz się kiedyś kim jestem- powiedziała i zniknęła. Kim ona jest? Czemu mam wrócić do prawdziwego życia ? Jaką prawdę mam odkryć ? Nie opuszczać Polski ? Czemu? Co takiego ze mną nie tak ? I dowiem sie kim ona jest, jak dowiem się prawdy? Jakiej prawdy ? O co w tym wszystkim chodzi ? Spojrzałam na buty , ale coś było nie tak. Widziałam jakaś kobietę i dziewczynkę w wielu trzy cztery latka - mamusiu ploszę. Kup mi tego misiacka . Będzie dla Austinka on pszecies jes taki duzy jak on . Plosze - dziewczynka błagała kobietę o tego misia. Misia którego widziałam w raczkach zapłakanego chłopczyka. Który trzymał go przy samej piersi i nie chciał go w ogóle puścić tak jakby to była. Ta ostatnia rzecz o która bał się najbardziej- kochanie, Austin ma takich misi bardzo wiele. - powiedziała kobieta do dziewczynki uśmiechając się do niej od ucha do ucha. Widziałam ten uśmiech . Nie raz - mamusiu ale takiego misia nie ma ode mnie. Ma od ciebie i tatusia. A ode mnie nie ma - powiedziała prawie plączą. Przecież to..... 
**Jasiek**
 Podszedłem do szyby aby zobaczyć co z dziewczyną, jedyne co usłyszałem to tylko tracimy ją. I tylko znowu to ukłucie w sercu - większą adrenalinę- powiedział lekarz, nagle ulżyło mi gdy zobaczyłem na monitorze, że jej serduszko bije . 
                ***kilka dni później ***               
- Melania, załatw mi wypis. Jeszcze dzisiaj muszę opuścić Polskę - powiedziałam do siostry- Tosia nie mogę - powiedziała - ale ja nie pytam o zdanie. Masz być z nim za pół godziny . Musze zdążyć na wieczorny lot do Waszyngtonu . Rozumiesz to-powiedziałam oschle - dobra - powiedziała i wyszła z sali . Szybko odpięłam wszystkie kabelki podpięte do mnie, po czym wstałam i zaczęłam pakować swoje rzeczy do torby - Tośka ? Co ty robisz ?- spytał Jasiek wchodząc do sali - kiedy wracasz do Waszyngtonu?- spytałam - dzisiaj - odpowiedział - jadę z tobą. I nie pytaj się dlaczego. Muszę. Zrozum - powiedziałam - nawet jeśli chcesz dziś lecieć do Waszyngtonu. To nie zdążysz na samolot. Jest za półtorej godziny. A ja przyjechałem się pożegnać - powiedział. To jeszcze lepiej -Tosia, lekarz nie może cie wypisać - powiedziała Melania wchodząc do sali . Jak nie może wypisać to sama się wypiszę - trudno- powiedziałam, spojrzałam przez okno. Taksówka już czekała - no to na razie - powiedziałam wychodząc z sali, szybko zbiegłam po schodach i weszłam do taksówki- na Ursynów 89d- powiedziałam. Po czym taksówka ruszyła. - niech pan zaczeka chwilę, zaraz wrócę - powiedziałam i pobiegłam do domu, nie czułam się najlepiej. Ale musiałam udawać, że wszystko dobrze. Chwyciłam klamkę, drzwi były zamknięte, wyjęłam z kieszeni klucze i otworzyłam drzwi. Ruszyłam biegiem do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi, po czym skierowałam się w stronę garderoby. Otworzyłam garderobę po czym kolejną z małych szafek. Wyjęłam mały sejf, po czym otworzyłam go kodem, chwyciłam wszystkie pieniądze znajdujące się w nim razem z wszystkim potrzebnymi mi dokumentami . Po czym zostawiłam tylko kartkę " Przepraszam . Muszę wyjechać z Polski. Może się spotkamy. Muszę dowiedzieć się prawdy. Tosia". Zostawiłam kartkę w najbardziej widocznym miejscu i wybiegłam z pokoju zabierając kurtkę . Wybiegłam z domu zamykając go na klucz - na lotnisko- powiedziałam wsiadając do taksówki . - proszę bilet do Waszyngtonu- powiedziałam, stając przy kasie - na najbliższy, czy za kilka godzin?- spytała kobieta po trzydziestce - na najbliższy- powiedziałam, kobieta zaczęła coś sprawdzać - został ostatni bilet, lot za pięć minut- powiedziała - biorę- powiedziałam, kobieta położyła na blat bilet. Po czym ja położyłam pieniądze. Ruszyłam w stronę odprawy. - przepraszam, proszę pani - mówiła jakaś kobieta- tak ?- spytałam otwierając oczy - jesteśmy w Waszyngtonie - powiedziała - dziękuję - powiedziałam, odpinając pas. Po czym wyszłam z samolotu.






~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Co myślicie o tym rozdziale? 
Więc tak: nie było mnie tutaj około 2 tyg. wiem zawaliłam. Ale po:
1. Miałam mało czasu do pisania rozdziałów, ponieważ dużo się uczyłam do konkursu.
2.Internet szanowny książę nie chciał ładować mi strony, i musiałam pisać na telefonie, ale z telefonu nie mogłam dodawać, ponieważ także mi nie czytało strony.
3. Dużo czasu także spędzałam z moją przyjaciółką Gosią, ponieważ miała złe dni( bardzo złe dni), jeśli czytasz tego bloga to wiesz o czym mówię. 
A więc na sam koniec zapraszam do Gosi.Pisze świetne ff o BaM <3.
 http://everydayimissingyou.blogspot.com/
* Jeśli pisze ktoś z was bloga, nie ważne jakiego. w komentarzach podajcie linka, z miłą chęcią poczytam :**.